Logo Ludzii Armii

Zimowa wędrówka

W jaki sposób przygotować się i wyruszyć w swoją pierwszą zimową wędrówkę? Gwarantuję, że to wcale nie jest tak trudne jakby się mogło wydawać. I nie mówię tego z punktu widzenia eksperta, który spędził kilka zim w dziczy. Mam za sobą zaledwie jedną tego typu wyprawę.

Tak chciałbym to przedstawić – oczami osoby, która sama rozkładała ręce i zastanawiała się „jak to do diabła ogarnąć?!”. Jednak pomimo braku doświadczenia podjęliśmy się tego. A cel obraliśmy sobie nie byle jaki. Postanowiliśmy zdobyć zimą najwyższy szczyt Uralu, masywu leżącego na granicy Europy i Azji, czyli tam, gdzie zaczyna się Syberia.

Nasz cel – Narodnaja – sam w sobie nie był trudnym wyzwaniem. Jednak, aby dostać się pod tą mierzącą jedynie 1894 m n.p.m. górę, trzeba przebyć 150 km przez tajgę, płaskowyże i góry. Tereny, które całkowicie pozbawione są osad ludzkich. Planując wyprawę założyliśmy, że aby mieć pewność, że osiągniemy cel i bezpiecznie wrócimy musimy być przygotowani na 3 tygodnie zupełnie samodzielnego egzystowania w dzikim terenie.

Zaczęliśmy od gromadzenia informacji. Czytaliśmy dzienniki wypraw, poradniki, wywiady, relacje w Internecie, a nawet książki historyczne o froncie wschodnim z czasów II Wojny Światowej. Cennych rad szukaliśmy również bezpośrednio u podróżników, przyjaciół oraz w sklepach ze sprzętem turystycznym.

Jaki był tego rezultat? Każdy z nas przeciągnął na saniach przez setki kilometrów około 60 kg bagażu. Jeśli ktoś się łapie za głowę – ma prawo. Myślę, że za drugim razem każdy z nas znacznie odchudziłby tę karawanę. Nie wiedząc czego się spodziewać – zabezpieczaliśmy się na wszelkie sposoby.

Co w takim razie składało się na wyposażenie polarników – amatorów? Żeby wymienić wszystko i szczegółowo opisać, artykuł musiałby się składać z kilku odcinków. Pominę więc rzeczy typu zapałki, nóż, skład apteczki oraz menu żywieniowe.

Marsz

Sanie (tzw. pulki) – aby nie dźwigać całego ciężaru na plecach użyliśmy pulek. Jeśli tylko teren nie jest zbyt trudny (głęboki śnieg, strome nachylenie), to możemy z ich pomocą bez problemu ciągnąć za sobą kilkadziesiąt kg bagażu. Użyliśmy pulek Paris The Expedition Sled 960. Tanie i praktyczne. Pamiętajmy, że kupujemy samą plastikową formę i trzeba spędzić przy nich trochę czasu by je oporządzić.

My użyliśmy pasów biodrowych firmy Wisport z doszytymi specjalnie dla nas metalowymi kółkami. Do tych kółek doczepialiśmy małymi karabinkami dwie linki połączone z saniami. Linki przeciągnęliśmy przez rurki PCV, dzięki temu sanie zachowywały dystans i nie najeżdżały nam na pięty. Dodatkowo bagaż obejmowaliśmy i przypinaliśmy trokami i gumkami z haczykami. Na to płachta – tak dla ochrony przed śniegiem.

Termosy – litrowy termos na herbatę oraz drugi termos na jedzenie (z szerokim otworem). Dzięki temu mogliśmy podczas marszu zjeść ciepły, przygotowany wcześniej posiłek.

Czołówka i zapasowe baterie – na mróz najlepsze są baterie litowe (Energizer Lithium). Tego typu baterie nie tracą swoich właściwości na mrozie i posłużą nam znacznie dłużej i wydajniej niż baterie zwykłe czy alkaiczne.

Ubiór

Komplet (kalesony i koszulka) ciepłej bielizny termoaktywnej, rękawiczki polarowe, rękawice grube (najlepiej dwupalczaste), polar gruby, spodnie i kurtka chroniące od wiatru i śniegu, sweter puchowy (na biwaki), czapka uszanka, kominiarka, wełniane skarpety, stuptuty (ochraniacze śniegowe), wygodne i ciepłe buty górskie oraz dobre okulary przeciwsłoneczne (ważne!).

Biwak

Śpiwór puchowy – pamiętajmy, że następny dzień będzie tym bardziej efektywny im lepiej w nocy wypoczniemy. Śpiwór powinien być na tyle ciepły i sprawdzony, byśmy mogli się mimo dużych mrozów porządnie wyspać, a nie szczękać zębami. Nie poszliśmy w tym wypadku na żaden kompromis i zaopatrzyliśmy się w śpiwory Cumulus z temperaturą komfortu -32 stopnie. Mimo temperatur dochodzących do tej granicy noce spędzałem w samej bieliźnie (Devold Expedition lub Brubeck Extreme Merino).

Karimata – wyposażenie ważne jak sam śpiwór. Bez dobrej izolacji od podłoża noc będzie walką o przetrwanie. My spaliśmy na 4-sezonowej karimacie THERMAREST RidgeRest Solar i do dziś uważam ją za najwygodniejszą karimatę na jakiej spałem. Doskonale izoluje.

Palnik benzynowy – postawiliśmy na MSR XGK EX. Jego jedyna wada to cena. Wydajny i doskonale daje sobie radę na dużym mrozie, czego nie można powiedzieć o palnikach gazowych. Kuchenka i paliwo to stopiony śnieg, czyli woda, czyli życie. Musi być niezawodna i musimy zadbać, by nie zabrakło nam do niej paliwa. Dlatego my zabraliśmy ze sobą kilka kanistrów benzyny. Do tego oczywiście zabieramy sporka (widelco łyżka), menażkę, kubek (np. termiczny).

Namiot – to nasze mieszkanie, nasz schron. Musi być odporny na wiatr. My wbrew wielu zaleceniom postawiliśmy na duży, 4-osobowy namiot firmy Husky. Ten patent się całkowicie sprawdził. Główne zalety to wysoka sypialnia, obszerne 2 przedsionki, 2 wyjścia oraz to, że mogliśmy się razem kłaść spać i razem wstawać. To dobrze wpływało na morale. No chyba, że ktoś głośno chrapał.

Zatyczki do uszu – zawsze i wszędzie. Jeden z powodów wymieniony powyżej.

Bezpieczeństwo i higiena

Apteczka, folia NRC, pomadka do ust, krem UV, szczoteczka i pasta do zębów.

Nawilżane chusteczki – to właśnie one powodują, że po tygodniu wysiłku i bez kontaktu z wodą wciąż jesteśmy w stanie wytrzymać w śpiworze sami ze sobą. Oczywiście za dnia zamarzają. Na noc wkładamy je do śpiwora i rano możemy się wykąpać. Innym wyjściem jest trzymanie chusteczek cały czas przy sobie, w wewnętrznej kieszeni, zabezpieczając je przez zamarznięciem.

Pamiętajmy, że nawet najlepszy sprzęt nie pomoże, jeśli nie będziemy umieli się nim odpowiednio posłużyć lub gdy nasz organizm odmówi posłuszeństwa. Jak się przed tym zabezpieczyć? Trening! Zanim wsiądziecie w pociąg i udacie się kilka tysięcy km na wschód, pojedźcie w zimowy weekend w Sudety lub Bieszczady. A nawet do lasu za miastem. Każdy kilometr pokonanej trasy, każda noc spędzona w namiocie oraz każda menażka stopionego na kuchence śniegu da nam tyle doświadczenia, ile nie dadzą nam żadne dobre rady.

Dodaj komentarz:




*