Logo Ludzii Armii

Wojna umysłów. My kontra terroryści.

Centrum Szkolenia Wojsk Inżynieryjnych i Chemicznych we Wrocławiu, to miejsce, które zdecydowanie wyróżnia się na tle innych jednostek organizacyjnych Wojsk Lądowych. Zarówno miejsce, jak i ludzie, tworzą unikalny klimat, sprzyjający rozwojowi i implementacji najnowszych rozwiązań w dziedzinie przeciwdziałania terroryzmowi.

Tym razem otrzymaliśmy zaproszenie na I edycję szkolenia z zakresu rozpoznania przedmiotów wybuchowych i niebezpiecznych – EOR (Explosive Ordnance Reconnaissance).

Jak zwykle na szkolenie jedziemy „w ciemno”. Po krótkich konsultacjach dochodzimy do wniosku, że naszą całą wiedzę na temat ładunków wybuchowych i pracy saperów, możemy zapisać na kartce o powierzchni znaczka pocztowego. To trochę za mało, aby sporządzić plan działania. Ta smutna konkluzja pozwoliła nam na ustalenie strategii działania. Obserwacja, obserwacja i jeszcze raz obserwacja. Wyposażeni w strategię, dyktafon i aparat fotograficzny z lekkim poślizgiem pojawiliśmy się na sali szkoleniowej.

Pierwsze wrażenie raczej nie zwaliło nas z nóg. Projektor + ekran + prezentacja w Power Point`cie = przepis na katastrofę szkoleniową na większości wojskowych przedsięwzięć edukacyjnych. Tym razem było jednak inaczej. Prowadzący przedstawiał teorię, wykorzystując sytuacje z misji i z własnych, bogatych doświadczeń. Po pierwszych sekundach omawiane tematy przykuły naszą uwagę. Wykład w prosty i klarowny sposób pokazywał jak zaplanować przeszukanie budynku i jego otoczenia pod kątem wyszukania i identyfikacji improwizowanych urządzeń wybuchowych, organizacji dowodzenia, czy też stref bezpieczeństwa dla różnych typów ładunków.

Powoli zaczęło do nas docierać, że to szkolenie znaczenie odbiega od skostniałego sytemu szkoleniowego, z jakim mamy często do czynienia w wojsku. Po pierwsze – nie każdy może trafić na szkolenie (obowiązuje egzamin wstępny). Po drugie – aby nuda nie ogarnęła słuchaczy – każdy ze szkolenia może wylecieć. A powodów jest mnóstwo. Wystarczy tylko wspomnieć o ośmiu egzaminach testowych, które z pozytywnym wynikiem musi zaliczyć każdy uczestnik kursu. Sprawy związane z dyscypliną i obecnością na zajęciach, wydają się tak oczywiste, że nie wymagają komentarza. System weryfikacji i egzaminowania wydaje się dość logiczny, zważywszy, że nikt nie chciałby, aby teren, na którym aktualnie przebywa, został wcześniej „zabezpieczony” przez niedokształconego partacza.

Ledwo zdążyliśmy się zadomowić, spotyka nas kolejne zaskoczenie. Koniec części teoretyczne (przyznam, że znając dynamikę innych projektów, liczyłem na co najmniej 6 godzin wypowiedzi ustnej instruktora). Krótka, przerwa, podział na grupy i nadszedł moment, na który czekaliśmy najbardziej. Część praktyczna.

Przyznam, że wyobraźnia podsuwała nam obrazy rodem z filmów. Dynamiczne wejścia, huk wystrzałów, błyski wybuchów. Zamiast tego zobaczyliśmy skupionych na zadaniu ludzi, metodycznie przygotowujących się do jego realizacji.

Scenariusz zadania przewidywał przeszukanie piwnic budynku, w którym odbywało się szkolenie oraz otoczenia zewnętrznego gmachu.

My rozpoczęliśmy działanie z grupą, która przeszukiwała piwnicę. Ilość zakamarków konstrukcyjnych budynku przyprawiła nas o zawrót głowy. Dosłownie każdy element wyposażenia czy instalacji, stanowił potencjalne miejsce ukrycia ładunku (kto by przypuszczał, że czajnik bezprzewodowy to potencjalna bomba). Instruktorzy wiedząc o tym umieszczali atrapy ładunków w miejscach, które zwykle umykają uwadze użytkowników. Jednym z ciekawszych miejsc był rezerwuar wody w toalecie.

Kursanci świadomi, że cały czas są obserwowani i oceniani, bili rekordy kreatywności w wyszukiwaniu potencjalnych zagrożeń. Tylko umowna konwencja ćwiczeń, uratowała budynek od rozebrania go do ostatniej cegły. Ale podobno tak ma to wyglądać. Terroryści podkładający bomby raczej nie zostawiają ich w recepcji budynku, tylko chowają je tak głęboko, jak to tylko możliwe.

Kolejna przerwa i przenosimy się na zewnątrz. Tutaj także instruktorzy rozmieścili ładunki. Główny problem to zdecydowanie większa przestrzeń do przeszukania oraz liczne „urozmaicenia” w postaci klombów, krzaków, zewnętrznych elementów konstrukcyjnych budynku, czy też kilkunastu samochodów zaparkowanych przed budynkiem.

Przyznajemy, że sami także dołączyliśmy do tych poszukiwań. Efekt?… Jeden odnaleziony ładunek – a i to, jak mniemamy, było efektem czystego przypadku. Żołnierze natomiast radzili sobie coraz lepiej. Każde, kolejne podejście, to wzrost efektywności. Niewątpliwą atrakcją tematyczną była pułapka zlokalizowana za bannerem reklamowym, „odpalana” za pomocą telefonu komórkowego. Jej aktywacja była całkowitym zaskoczeniem. Pocieszam się jedynie, że nie tylko dla nas.

Każdy etap szkolenia zakończony był podsumowaniem. Instruktorzy cały czas podkreślali istotność procesów planowania i dowodzenia zespołem w trakcie realizacji zadań. Tego rodzaju misji nie da się wykonać szybko. Trzeba wykonać ją dokładnie i z uwzględnieniem wszystkich czynników. To nawet nie jest wojna technologiczna, to wojna umysłów. My kontra terroryści.

Perfekcyjne planowanie i dowodzenie, wyszukanie i identyfikacja improwizowanych urządzeń wybuchowych, to trzy kluczowe czynniki, które decydują o sukcesie żołnierzy EOR w trakcie realizowanych działań w strefie zagrożenia. Pododdziały EOR to także oczy każdego dowódcy, któremu przyszło realizować misję w miejscu niebezpiecznym. Tylko wiedza o potencjalnych zagrożeniach daje szanse ich neutralizacji. Ale neutralizacja to już zupełnie inna opowieść…

Dodaj komentarz:




*