Logo Ludzii Armii

Komandosi w akcji – kulisy przygotowań do I-szej zmiany w Iraku

Rozmowa z Jackiem ps. „Jaco”, byłym żołnierzem Jednostki Wojskowej Komandosów z Lublińca, to pilotażowy materiał z cyklu „Pole walki”. Ta krótka historia pokazuje nasz udział w misjach trochę z innej strony. Jacek w swej opowieści nie ucieka od trudnych problemów ani nie wybiela struktur Polskiej Armii. Rzeczywistość jest prawdziwa i namacalna. Były komandos cofa się pamięcią do pierwszej zmiany w Iraku, opisując problemy i niedostatki z jakimi borykali się nasi żołnierze. Jest tu miejsce na gorzką refleksję, emocje, ale pojawia się też nutka optymizmu. Mamy nadzieję, że dzięki uprzejmości Stowarzyszenia Żołnierzy Wojsk Specjalnych „Grupa Raptor”, nasz cykl artykułów będzie się rozwijał.
————————————————————
Grzegorz Kokot: Wiadomo już, że Polskie Siły Zbrojne wezmą udział w misji irackiej. Trwają przygotowania do wylotu na pierwszą zmianę. Jak wyglądały przygotowania, co działo się po otrzymaniu rozkazu?

Jaco: To proste. Pada rozkaz i go wykonujemy. Nie ma tu miejsca na zastanawianie się. Zawsze w takich sytuacjach zaczynamy od analizy sytuacji, po to aby ustalić nasze położenie, to co nam zagraża i jak możemy najskuteczniej wykonać przydzielone nam zadania. Siłą rzeczy pojawia się temat wyposażenia i jego doboru, który mógłby nam zagwarantować optymalne działanie. Zasada jest prosta – im więcej, tym lepiej. Niestety, decyzje przechodziły przez różne szczeble dowodzenia, co nie sprzyjało płynnej komunikacji. Pamiętać należy, że w owym czasie cała nasza armia skupiła swój wysiłek na przygotowaniu kontyngentu do wyjazdu opierając się na dostępnych nam wówczas informacjach o polu walki. Niestety, ostatni raz byliśmy zaangażowani w poważny konflikt zbrojny w czasie II Wojny Światowej. Co ciekawe – jechaliśmy tam w przekonaniu, że wyjeżdżamy na misję stabilizacyjną (takie było oficjalne stanowisko), tajemnicą poliszynela pozostawało, że jest to jednak wojna.

Dzień Weterana, czyli „w czym mogę Panu pomóc…?”

Środa – 29 maja 2013 – przechadzam się po wrocławskim Rynku, przyglądając się ekspozycji sprzętu, jaką zorganizowało wojsko dla widzów i obserwatorów obchodów Dnia Weterana. Ekspozycja budzi spore zainteresowanie publiczności. W pewnym momencie podchodzi do mnie żołnierz w galowym mundurze z naszywkami Jednostki Wojskowej Komandosów w Lublińcu i zadaje pozornie błahe pytanie.

SONY DSC

- Czy mogę panu w czymś pomóc?
- Dziękuję, rozglądam się – odpowiadam uprzejmie.
Jak zawsze w takich przypadkach sensowna refleksja przychodzi po niewczasie; bo jak to możliwe, aby żołnierz w dniu swojego święta pytał mnie o to, jak może mi pomóc? To chyba raczej ja powinienem zapytać choćby o zdrowie i samopoczucie, a już na pewno podziękować…