Logo Ludzii Armii

Przecieranie szlaków

Jedni z najlepszych podoficerów z Wojsk Lądowych przeprowadzili eksperymentalne szkolenie dla cywilów.

Położona na szczycie zamkowego wzgórza twierdza kłodzka z bastionami i podziemnymi korytarzami na trzy dni stała się poligonem dla piętnastu uczestników szkolenia „Glatz 2013”. Dziewięciu cywilów mierzyło się z własnymi słabościami, a sześciu podoficerów w roli instruktorów przeszło prawdziwą lekcję cierpliwości.

Spontaniczny eksperyment

Najpierw powstał portal Ludziearmii.pl, kierowany i do żołnierzy, i do cywilów. Jego celem jest przede wszystkim integracja obu środowisk i promowanie wiedzy o wojsku.

„Projekt spotkał się z dobrym przyjęciem społeczności internetowej, a liczba naszych zwolenników wciąż rośnie. Dlatego poszliśmy o krok dalej i zorganizowaliśmy proobronne spotkanie w górach”, mówi Grzegorz Kokot, współzałożyciel portalu i współorganizator „Glatz 2013”. Sam, choć nie jest żołnierzem, o wojsku wie sporo. Kilka razy jako instruktor brał bowiem udział w kursie przywództwa wojskowego Lider. Podoficerów uczył psychologii dowodzenia i zarządzania ludźmi. Teraz to on postanowił skorzystać z ich wiedzy i doświadczenia. Kilku z nich, głównie z 17 Brygady Zmechanizowanej i 5 Pułku Artylerii, zwerbował do kłodzkiej wyprawy.

„Jestem zwolennikiem militarnego stylu życia i zawsze chętnie biorę udział w przedsięwzięciach promujących naszą armię. Takie imprezy mogą przybliżyć wojsko cywilom i zwiększyć świadomość społeczeństwa na temat roli, którą mamy do odegrania”, mówi starszy kapral Daniel Dąbrowski z 17 Brygady Zmechanizowanej, w Kłodzku instruktor.

Początkowo chęć wzięcia udziału w szkoleniu zgłosiło ponad trzydzieści osób, ale tylko piętnaście z nich podjęło wyzwanie. „To była bardzo mieszana grupa. Żołnierze z krwi i kości oraz cywile, najczęściej niemający w ogóle do czynienia z wojskiem. Nie wiedzieliśmy, czego możemy się spodziewać”, tłumaczy Grzegorz Kokot. A uczestników dzieliło niemal wszystko: doświadczenie, umiejętności i kondycja. Choć ze względu na możliwości chętnych rozważany był podział na grupy, ostatecznie wszyscy postanowili działać razem.

Żołnierzom przyszło działać niemal w swoim naturalnym środowisku. Trudniej mieli ci, którzy wcześniej z wojskiem się nie zetknęli. Na pierwszy ogień poszła nauka technik linowych. Już pierwsze zadanie – zjazd po linie – pokazało jednak, że współdziałanie nie będzie łatwą sprawą. „Do pokonania były dwie ściany, a do dyspozycji uczestników zaledwie trzy liny, karabinki i uprzęże”, wyjaśnia Grzegorz Kokot. „Dodatkowym utrudnieniem było to, że niektórzy widzieli linę po raz pierwszy w życiu, a byli nawet tacy, którzy mieli lęk wysokości”.

Wojskowi instruktorzy musieli więc nie tylko przekonać ludzi do zjazdu po linie, lecz także wybrać najbezpieczniejszą metodę, a jednocześnie taką, dzięki której wszyscy będą mogli zjechać. „Zamiast działać, dyskutowaliśmy”, mówi Kokot. „Dopiero szesnasta koncepcja okazała się skuteczna”.

Pokonanie drugiej ściany poszło już o wiele sprawniej. Jednak, jak podkreśla starszy kapral Dąbrowski, w zadaniu nie sama umiejętność zjazdu była najważniejsza. „Chcieliśmy sprawdzić działanie w grupie. Chodziło też o zbudowanie właściwych relacji, a także odpowiednie zmotywowanie wszystkich członków grupy”.

Grunt to współpraca

Kolejne zadanie, chociaż trudniejsze, poszło dużo lepiej. Uczestnicy musieli pokonać wąski, podziemny korytarz. „Ciasny odpływ wody przechodził parę metrów pod murem, piął się trzy metry w górę, a następnie, pod niewielkim skosem, prowadził na powierzchnię. Czołganie się po ciasnych tunelach było największym wyzwaniem”, opowiada Maciej Teodorowski, informatyk, uczestnik szkolenia. Tym razem jednak szybciej niż poprzednio udało się wypracować plan działania. „Dwie osoby poszły przodem, zbadały przejście i drogę do wyjścia na powierzchnię”, tłumaczy Grzegorz Kokot. „Dzięki temu następni od razu kierowali się do tunelu i otrzymywali jasne instrukcje, jak go pokonać”.

Na szkoleniu nie zabrakło też podstaw ratownictwa. Podoficerowie uczyli, jak przeprowadzić resuscytację lub założyć opatrunek czy opaskę uciskową. Żołnierze zaprezentowali też wojskowy survival kit, czyli zestaw umożliwiający przetrwanie w trudnych warunkach. Wiedzę z pierwszej pomocy sprawdzano później w teście TCCC (Tactical Combat Casualty Care), autorstwa starszego kaprala Dąbrowskiego. Znalazły się w nim pytania z testów dla ratowników medycznych czy pola walki.

Czy w ciągu trzech dni można poznać wojsko?

„Na pewno można je polubić”, tłumaczy Maciej Teodorowski. Zanim wyruszył do Kłodzka, niewiele wiedział o armii. „Sądziłem, że to skostniała struktura, gdzie żołnierze bez większego zastanowienia wykonują jedynie rozkazy przełożonych. Wystarczyło, że poznałem kilku podoficerów, bym inaczej zaczął postrzegać naszą armię. Mało tego, wkręciłem się w wojskowe klimaty i z niecierpliwością czekam na powtórkę”.

Organizatorzy są jednak surowi w ocenie szkolenia. „Popełniliśmy kilka błędów. Nie udało nam się dostosować programu do wymagań i możliwości wszystkich jego uczestników”, przyznaje Kokot. Uważa, że zawiodły przede wszystkim komunikacja i system dowodzenia, zabrakło też precyzyjnego planu.

Główny cel szkolenia, czyli promocja armii, został jednak osiągnięty. „Tego typu inicjatywy mogą przynieść zdecydowanie lepsze efekty niż akcje billboardowe czy spoty reklamowe zachęcające do wstąpienia do armii”, ocenia Teodorowski. „Pobyt z żołnierzami i opowieści o służbie z pierwszej ręki, a nie z telewizyjnych przekazów są o wiele skuteczniejsze i bardziej wiarygodne”.

Szkolenie przyniosło też korzyści samym żołnierzom. „Mieliśmy sprawdzian z umiejętności dogadywania się z cywilami. Dla nas codziennością są układy hierarchiczne. Jeden wydaje rozkazy, a drugi je wykonuje. Tym bardziej więc trudno było dowodzić ludźmi, których takie zależności służbowe nie obowiązują”, wyjaśnia starszy kapral Dąbrowski.

Słowa te potwierdza Maciej Teodorowski. „Z natury nie lubię się podporządkowywać, więc ta podległość nie była mi na rękę. Ale by wykonać dobrze zadanie, trzeba się było jednak słuchać. I już”.

———————————————–

Autorem tekstu jest Paulina Glińska. Tekst w całości pochodzi z internetowego wydania Polski Zbrojnej.

———————————————–

Komentarze (2):

  1. jodynka

    szkoda że nie wiedziałam wcześniej. Czy takie inicjatywy będą jeszcze powtarzane?

    Odpowiedz

Dodaj komentarz:




*