Logo Ludzii Armii

Wyjście z zasadzki

We wszystkich działaniach bojowych jesteśmy narażeni na to, że wpadniemy w zasadzkę. Nie ważne jak byśmy byli ostrożni i tak jest to nieuniknione, szczególnie jeśli przeciwnik wie o naszej obecności na jego terenie. Musimy pamiętać, że ten, kto organizuje zasadzkę, jest w lepszym położeniu od nas, ma lepszy wgląd w teren i drogę ucieczki. Na szczęście nie każde wejście w zasadzkę musi kończyć się 100 % stratami. Istnieje kilka wariantów pozwalających tego uniknąć – nawet jeśli siła przeciwnika jest większa od naszej.

Przed każdym patrolem/działaniem dowódca powinien omówić warianty postępowania na wypadek wejścia w zasadzkę. Takie postępowanie gwarantuje, że każdy będzie wiedział jakie jest jego zadanie i co ma robić w takiej sytuacji. Dzięki temu unikniemy chaosu i zbędnych strat.

Być jak Specnaz, nosić zielony beret i naszywkę Rangers…- cz.V. Pierwsze zadanie.

Cicha pobudka naszej grupy w środku nocy, rzut oka na zegarek – jest trzecia. Mieszkamy w jednym namiocie, więc nie ma obawy, że zbudzimy kogoś jeszcze. Na wyczucie i bez zapalania światła ścielimy łóżka, po piętnastu minutach stoimy przed magazynem broni, gdzie zawinięty w koc podoficer wydaje nam nasze RPG. Każdy z nas dodatkowo zabiera to, co przysługuje mu na zajmowanym stanowisku – my z Adim jak zawsze radiostacje, minerzy miny i atrapy ładunków wybuchowych, zwiadowcy środki pozoracji, peryskopy, lornetki itp.

Dowódca dużą wagę przykłada do poprawnego założenia oporządzenia i ma rację, bo nic tak nie wkurza podczas zadania jak dyndająca saperka czy odpinające się od zasobnika OP-1. Wychodzimy z obozowiska o 1.15. Obieramy kierunek na strzelnicę artyleryjską, gdzie baterie 2S1 (Goździk) przygotowują się do odbywania strzelań. W tej chwili powinny trwać tam prace inżynieryjno-saperskie i wykonywanie stanowisk ogniowych.

Zanim wyruszysz w drogę…

Technologia GPS daje obecnie ogromne możliwości nawigacyjne. Ustalenie położenia czy kierunku marszu, odległości i czasu zajmuje dosłownie kilkanaście sekund. Lądujący w 1944 roku w Normandii żołnierze nie dysponowali odbiornikami GPS. Wielu z nich z różnych przyczyn zgubiło się w ciemnościach i do swoich rejonów zbiórek musieli docierać wykorzystując mapy i busole, a czasem po prostu gwiazdy i inne punkty orientacyjne. W tych warunkach kluczowe okazało się wyszkolenie.

Najważniejsza sprawa…

W pierwszej kolejności szkolenie, szkolenie i jeszcze raz szkolenie. Jeżeli dowódcy będą źle wyszkoleni, to nie pomoże im żadna amerykańska technologia. Umiejętność nawigacji jest jedną z kluczowych na współczesnym polu walki.

GLATZ 2013 – relacja

Jak gminna wieść niesie, nie tak dawno temu nasza wesoła zgraja postanowiła zaskoczyć podoficerów Wojska Polskiego i zorganizować szkolenie pod kryptonimem GLATZ 2013. Skąd ta nazwa? Otóż Glatz to niemiecka nazwa sympatycznego miasta Kłodzko, położonego u południowo-zachodnich podnóży Gór Bardzkich, na wysokości ok. 290–370 m n.p.m., a że rzeczone szkolenie odbyć się miało na terenach Twierdzy Kłodzko, na której obecny kształt spory wpływ miały niemiecko brzmiące nazwiska (po szczegóły odsyłamy do Wiki), postanowiliśmy ochrzcić szkolenie właśnie tak – Glatz.

Glatz 2013

Założenia

Założenia były dobre. Na szczycie Zamkowego Wzgórza (369 m n.p.m.), po zachodniej stronie Nysy Kłodzkiej, majestatycznie wznosi się Twierdza Kłodzko – majstersztyk architektury obronnej. Niezwykła budowla z niezwykłą historią, poprzecinana szańcami, zdobiona bastionami, surowa i trudna do zdobycia, z niezliczoną ilością podziemnych korytarzy i sztolni - słowem świetne miejsce na ćwiczenia terenowe. To miejsce, zaledwie w niewielkiej części dostępne dla turystów, stać się miało w całości naszym domem i poligonem na trzy dni. Wszystko dzięki uprzejmości ludzi z Akademii Przygody (Mirku, Remku – serdeczne dzięki), którzy od lat o twierdzę dbają i starają się ze wszystkich sił przywrócić jej dawny blask. Znają ją przy tym jak własną kieszeń – prawdziwi pasjonaci i ideowcy.

Być jak Specnaz, nosić zielony beret i naszywkę Rangers…- cz.IV. Fala, koledzy i szkolenie fizyczne.

To już kolejna część wspomnień Recona z czasów, kiedy służył w Lublińcu. W tym artykule garść wspomnień o fali, budowaniu relacji i szkoleniu fizycznym. Po przejściu selekcji, szkolenia unitarnego i zaprzysiężenia – czas na kolejną odsłonę żołnierskiego trudu. Oddajmy zatem głos Reconowi.

Koledzy

Wiele razy spotkałem się ze stwierdzeniem, że „w wojsku nie ma kolegów, są tylko znajome twarze”. Nic bardziej mylnego.