Logo Ludzii Armii

Ewolucja umundurowania polowego

Wojny mimo swoich okropieństw, przemocy i zniszczenia, przynoszą rozwój technologiczny. Sprzyja on wprawdzie machinie wojennej, która posługuje się lepszymi samolotami, armatami, czołgami, ale i udoskonala mundur żołnierza. Tak jak dzisiaj, doświadczenia pola walki drugiej wojny światowej wpływały na modernizacje umundurowania niemal wszystkich armii konfliktu. Amerykanie, którzy znani są ze swojego praktycznego podejścia do ubioru żołnierza, musieli nadrabiać błędy przedwojennego izolacjonizmu i nieprzystosowania do warunków nowoczesnej wojny.

Amerykanie już na początku wojny w Europie, kiedy Hitler i Stalin dzielili Polskę, zaczęli dostrzegać, że sami do konfliktu gotowi nie są. Oczywiście początkowo Waszyngton deklarował neutralność, ale w z biegiem kolejnych zwycięstw Niemców i po szokującej klęsce Francji należało zwiększyć wysiłki aby unowocześnić siły zbrojne albo w ogóle nakreślić kierunek zmian.

Przed wojną siły lądowe USA były niewielkie w porównaniu z armiami krajów europejskich – armia Czechosłowacka była silniejsza od amerykańskiej. US Army była siedemnastą armią świata – biorąc pod uwagę, że były to czasy kolonializmu i istniało o wiele mniej państw niż dziś. Była to marna lokata. Jednak Amerykanie stawiali na nowoczesne uzbrojenie i wyposażenie, choć nie zawsze szło to w parze z praktycznym zastosowaniem. Istniało tylko kilka dywizji piechoty i jedna dywizja kawalerii wspierane gwardią narodową.

Na pewno w rozwoju i innowacyjności przodowały Lotnictwo Sił Lądowych czy Marynarka Wojenna, które wg doktryn izolacjonizmu miały bronić dostępu do kontynentu amerykańskiego. Jednak zbrojenia w USA nie były masowe, a Ameryka nie była liczącym się mocarstwem.

W roku 1940 departament obrony doszedł do wniosku, że armia USA jest o wiele za mała i źle wyposażona. Amerykańskie dywizje nadawały się do obrony terytorium kraju, ale nie do operacji ekspedycyjnych.

I tu pojawia się sprawa umundurowania. Piechur armii USA w roku 1940 przygotowany był bardziej do patrolowania lub obrony granicy z Meksykiem. Jego mundur składał się z wełnianych spodni w kolorze brązowym M1937, wełnianej koszuli M1934 i jasnej, piaskowej, krótkiej kurtki field jacket (od nazwiska generała, który ją zaprojektował) - Parsons Jacket, która to jak mówi legenda, wzorowana była na kurtkach cywilnych. Field jacket wprowadzono przed wojną w Europie, jako zastępstwo dla niepraktycznej, grubej bluzy mundurowej, podobnej do tej z czasów 1. Wojny Światowej. Na głowie piechur nosił płaski hełm M1917A1, którego wzór także pamiętał czasy „Wielkiej Wojny”, będąc jednocześnie kopią hełmu brytyjskiego. Z oporządzeniem było nieco lepiej. Amerykanie, w przeciwieństwie do potęg europejskich, stosowali parciane wyposażenie, tańsze w produkcji i praktyczniejsze w zastosowaniu – choć nie do końca. Pas główny z 1910 lub 1923 roku mieścił dziesięć ładowników do półautomatycznego karabinu Garand – wówczas najnowocześniejszego karabinu piechoty na świecie. Używane były też karabiny Springfield M1903, choć były sukcesywnie wycofywane z masowego użycia.

Na plecach Amerykański „doughboy” nosił wiązany i regulowany plecak haversack, model M1910 i M1928. Jako, że nie przewidywano, aby żołnierz mógł nosić cokolwiek, oprócz rzeczy regulaminowych, haversack okazał się później bardzo mało praktyczny. Mieściły się w nim jedynie podstawowe rzeczy jak: pałatka namiotowa, koc, przybory do golenia, sztućce i menażka, zmiana bielizny, czasem inne drobiazgi. Amerykanie korzystający do końca wojny z tego plecaka, szukali dodatkowych toreb na rozrastający się wojskowy i osobisty ekwipunek.

Kiedy Ameryka w 1941 roku włączyła się do wojny, umundurowanie żołnierzy mających ruszać do Europy niewiele się zmieniło. Znaczącym wyjątkiem był nowy, głęboki hełm M1, składający się ze stalowego czerepu i celulozowej wkładki, używanej jako nakrycie głowy w służbie garnizonowej. Hełm był na tyle dobry, że przy kilku modyfikacjach, służył do początku lat dziewięćdziesiątych.

Zanim jednak USA włączyły się na poważnie w działania w Europie i Afryce, oczy całego kraju skierowane były na Pacyfik, skąd przyszło upokarzające Amerykę uderzenie. Wysyłani tam żołnierze, w tropikalnych warunkach, również musieli nosić niepraktyczne, wełniane sorty, zastąpione potem kompletami bawełnianymi, które jednak nie nadawały się (jasny kolor khaki) do walk wśród gęstej roślinności. Piechota Morska była lepiej przygotowana i zastosowała cieńsze materiały dostosowane do walki w upale i dużej wilgotności. Było to o tyle ciekawe, że Marines byli zawsze w tyle jeśli chodzi o nowoczesne wyposażenie (opóźniały się np. dostawy nowych hełmów i uzbrojenia, co zmuszało Korpus do posługiwania się osprzętem z 1 Wojny Światowej).

Armia również stosowała sorty typu HBT herringbone twill, których używano jako ubrań roboczych – zwłaszcza w śród służb tyłowych – zastępując wcześniejsze ubrania tego typu, szyte z denimu. HBT miały być stosowane na mundurach wełnianych i chronić je przed zniszczeniem. Mundury HBT zaczęto stosować jako lżejszą alternatywę dla zbyt ciepłej wełny. HBT lepiej się również wtapiały w otoczenie. Kilka modeli tego munduru (samych kurtek były 3 typy, 2 rodzaje spodni, 2 rodzaje kombinezonów), używano w walkach na Pacyfiku aż do 1945 roku. HBT noszono też w Europie jako lżejszy zamiennik mundurów wełnianych lub, zgodnie z przeznaczeniem, nakładany na mundur wełniany. HBT o wiele lepiej maskowały człowieka w czasie walki.

Wełniane mundury miały kilka wad. Były grube, drapały, a kołnierz koszuli obcierał kark – dlatego na wielu zdjęciach amerykańscy piechurzy noszą „kowbojskie” chusty. Nie lepiej było z kurtką polową M41, ani nawet z kurtką zimową zwaną „tanker”, noszoną przez załogi czołgów.

Oba modele były za krótkie, miały za płytkie kieszenie, w których niewiele się mieściło, a co najgorsze były za grube na lato i za cienkie na zimę. Niejednego żołnierza o płacz, przyprawiały buty, a raczej parciane getry, nakładane na krótkie buty, a następnie sznurowane do połowy łydki. Sznurowanie tego wynalazku, nie należało do najprostszych i najszybszych czynności. Dla wygody i świętego spokoju, oraz z braku czasu, butów i getrów w polu po prostu nie ściągano.

Amerykanie dysponowali ogromnymi środkami, które pozwalały stosunkowo często wymieniać zużyte umundurowanie.

Weteran 1 DP wspominał kiedyś, że kiedy przywieziono jemu i jego kolegom nowe mundury – a było to kilka tygodni po lądowaniu w Normandii – wełniane sorty mieli już na sobie dobre dwa miesiące. Nasączone brudem, potem i środkiem chroniącym przed gazami bojowymi (gryzącym nieziemsko), uniformy potrafiły same stać. Jest w tym stwierdzeniu zapewne wiele przesady, jednak nie zmienia to faktu, że mundurów Amerykanie (zwłaszcza liniowa piechota) nie lubili.

Piechurów denerwowało szczególnie to, że oddziały tyłowe (logistyczne i administracyjne)  wyposażano – zwłaszcza w Afryce – w przewiewne komplety bawełniane. Co gorsza, po powrocie z linii żołnierze nie otrzymywali nowych, bawełnianych mundurów i zmuszeni byli chodzić w starych, zużytych i brudnych łachmanach. Na tym tle w Oranie i Algierze, często dochodziło do starć między „dekownikami” a „liniowcami”, które to rozmachem nie ustępowały walkom na froncie.

Ameryka to duży i bogaty kraj. Armię, w warunkach wojny, stać było na dopracowanie munduru i wyjście na przeciw uwagom żołnierzy. Jak to jednak bywa przy biurokratycznych i logistycznych procedurach, doszło do pewnych opóźnień.

Mundur z pierwszego okresu wojny w Europie i Afryce był nie dość, że nie do końca praktyczny, to nie pasował kolorystycznie do krajobrazu (podobnie zresztą jak mundury z niemieckie z początku wojny). Na początku 1944 roku pod Anzio trafiły – celem ich przetestowania – kurtki polowe nowego wzoru, nazywane dziś M43. Były dłuższe, posiadały cztery głębokie kieszenie, chroniły przed wiatrem i miały kolor zielony OD7. Ponad to można było dołączyć do nich podpinkę na zimę i zastąpić ciężkie wełniane płaszcze (które i tak noszono do końca wojny). M43 była protoplastą serii nowoczesnych kurtek mundurowych, takich jak M51 czy kultowa M65.

Później wprowadzono również zielone, bawełniane spodnie, tworząc komplet umundurowania znany dziś jako M43.

Spodnie z naszytymi kieszeniami udowymi weszły na wyposażanie dywizji powietrznodesantowych od jesieni 1944 roku. Niestety, wdrożenie nowego modelu do masowej produkcji, przy ciągłym wytwarzaniu starych wzorów i opóźnieniach w dostawach materiałów, nie udało się do końca wojny. Paliwo i amunicja miały większy priorytet w dostawach, niż nowe umundurowanie. Jeszcze w 1945 roku masowo używano kurtek Parsona, a wełniane komplety stosowane były długo po wojnie.

Amerykanie wdrożyli również nowe rozwiązania wyposażenia osobistego. Lepsze plecaki i troczone do nich torby cargo, model M 1944 i 1945 w zielonym kolorze DO7. Jednak te udogodnienia trafiały na front europejski, głównie pod koniec 1944 i w początkach w 1945 roku, razem z uzupełnieniami i nowymi jednostkami. Powszechniej stosowano je na Pacyfiku.

Siły zbrojne USA to nie tylko wełniane sorty i niewygodne getry. Amerykanie wprowadzali wiele nowatorskich rozwiązań. Stworzono osobny mundur dla jednostek powietrznodesantowych oraz wyposażenie z kilkoma specjalistycznymi udogodnieniami, takimi jak ładownice, czy pokrowce desantowe na broń. Do symboli wojsk spadochronowych należą buty produkowane przez firmę Corcoran. Były to nowoczesne, wysokie, sięgające prawie do połowy łydki, sznurowane buty. Prace nad nimi trwały od 1940 roku. Buty testowane były w 501 Pułku Piechoty Spadochronowej, by następnie trafić do wszystkich jednostek spadochronowych w armii i Marines. Jump Boots używane były też niekiedy przez żandarmerię, marynarkę wojenną i oficerów. Posiadanie butów spadochronowych było dla wielu żołnierzy i oficerów wielkim marzeniem. Jednak spadochroniarze uważali swoje obuwie za swój znak rozpoznawczy i nie przepuszczali okazji (zwłaszcza na przepustce), żeby dać nauczkę tym przedstawicielom innych jednostek, którzy bezprawnie w Jump Boots paradowali.

Naprawdę wyrafinowanego sprzętu używała natomiast 10 Dywizja Górska, której wyposażenie stworzono do wspinaczek wysokogórskich.

Prowadzono prace nad mundurami kamuflażowymi HBT do stosowania w Europie, jednak wycofano się z tego projektu. Mundury maskujące w Europie szybko się zużywały, były za cienkie, przez co ich kamuflaż wycierał się, a po za tym zbytnio przypominał maskujące mundury niemieckie.

Amerykańskie siły zbrojne pracowały cały czas nad doskonaleniem elementów wyposażenia żołnierzy. Prosta łopatka z 1910 roku była zastępowana składaną saperką, która mogła służyć jako kilof. Wprowadzano nowe torby na maski p. gazowe – najczęściej wyrzucane lub stosowane jako uzupełnienie plecaka. Przed inwazją w Normandii wprowadzono torby M7, zastępując wielkie i nieporęcznie sytuowane niemal pod pachą torby M2A1 z początków wojny. Schodzący na ląd w Normandii żołnierze wyposażani byli w pneumatyczne pasy ratunkowe, które w razie konieczności napełniano gazem. Używano gumowanych płaszczy przeciwdeszczowych, później zastąpionych ponczami. Zimą, na przełomie 44 i 45 roku, niezwykle poszukiwane były gumowane śniegowce, nakładane na buty chroniące stopy przed wilgocią (shoe packi, overshoes i masy innych specjalistycznych odmian).

Stosowano wiele mniej spektakularnego sprzętu, który dziś znany jest tylko gronu kolekcjonerów. Były to: specjalistyczne torby do przenoszenia elementów moździerzy, karabinów maszynowych czy pancerzownic.

Amerykańskie siły zbrojne starały się na bieżąco reagować na potrzeby żołnierzy w linii. Wiele z rozwiązań było niezwykle udanych. Żołnierze innych armii tylko mogli marzyć o takich udogodnieniach wprowadzanych odgórnie, a nie będących elementem frontowej improwizacji.

USA wchodziły w drugą wojnę światową z nieprzystosowanym do końca uzbrojeniem wojsk lądowych i umundurowaniem pasującym do warunków w Ameryce lub jego posiadłościach zamorskich. Pod koniec wojny Stany Zjednoczone były już mocarstwem, które potrafiło przestawić swój ogromny przemysł na produkcję wojenną, tworząc broń atomową, ale też rozwijając tak przyziemne sprawy jak buty dla piechoty i odpowiednie plecaki. Jednak to wojska liniowe były głównym trzonem sił zbrojnych i o ich komfort i zaopatrzenie w warunkach wojny na dwóch kierunkach strategicznych, kwatermistrzostwo starało się dbać najlepiej jak potrafiło.

Mundury na fotografiach

Amerykański piechur w podstawowym umundurowaniu piechoty. Anglia 1944.
Anglia, 1994 r. Amerykański piechur w podstawowym umundurowaniu piechoty (fot. Bartłomiej Królikowski, SH Wielka Czerwona Jedynka).

Piechur Wielkiej Czerwonej Jedynki, oczekujący na zaokrętowanie w jednym z angielskich portów, wyposażony jest w takie właśnie specjalistyczne oporządzenie.

Czarna torba na piersi to gumowana torba na maskę p. gazową M7. Torba, którą nosili żołnierze pierwszych lądujących fal desantu, miała ochronić maskę przed wodą. Amerykanie, obawiając się ataku gazowego, wyposażyli swoich żołnierzy nie tylko w maski p. gazowe, ale również w specjalne opaski ostrzegające o ataku gazowym. Opaska noszona była zazwyczaj na prawym ramieniu. Zrobiona z musztardowego papieru nasączonego specjalną farbą zmieniała kolor na różowy w przypadku użycia gazów bojowych. Opaska była nietrwała i ulegała zniszczeniu lub była zrywana już kilka dni po inwazji.

Dookoła bioder żołnierz nosi pas wypornościowy M -1926 US NAVY, który miał uchronić piechura przed utonięciem. Pasy M -1926 zastąpiły niewygodne i krępujące ruchy kamizelki „Mae West”. Pas był pompowany za pomocą nabojów z gazem CO2 zamontowanych przy gumowych wężach lub nadmuchiwany. Pas nie był jednak doskonały, a źle usytuowany mógł być powodem wywrócenia żołnierza do góry nogami, a nawet utonięcia.

Mimo to, takiego sprzętu desantowego nie wprowadziła żadna inna armia na świecie. Żołnierz przy plecaku nosi składaną, wielofunkcyjną saperkę M43, która stopniowo zaczęła zastępować M1910. Przy pasie kapral nosi pokrowiec z nożycami do przecinania drutu M1938. Na nogach żołnierza można zauważyć buty typu Rought Out – produkowane na masową skalę, tańsze i prostsze w wykonaniu niż Service Shoes. Kapral w pokrowcu z 1910 roku ma manierkę z 1942 roku z charakterystycznym czarnym, plastikowym korkiem.

Zdjęcie grupy amerykańskich piechurów
Zdjęcie grupy amerykańskich piechurów (fot. Signal Corps).

Zdjęcie grupy amerykańskich piechurów, wykonane w maju 1944 roku tuż przed inwazją we Francji. Żołnierze ubrani są w sorty wełniane oraz kurtki polowe M1, a także kurtki zimowe zwane „Tankerami” (brązowe ściągacze i kołnierze).

Amerykański batalion piechoty, w drodze na front we Francji.
Amerykański batalion piechoty, w drodze na front we Francji (fot. Signal Corps).

Amerykański batalion piechoty w drodze na front we Francji. Żołnierze obładowani są wyposażeniem, w tym torbami jakie miały być dodatkiem do wypchanych po brzegi plecaków.

Typowa mieszanina  umundurowania i wyposażenia, z jesieni 1944 roku.
Typowa mieszanina umundurowania i wyposażenia, z jesieni 1944 roku (fot. Tomasz Jarmoła, SH Wielka Czerwona Jedynka).

Zdjęcie rekonstrukcyjne. Typowa mieszanina umundurowania i wyposażenia z jesieni 1944 roku. Sierżant sztabowy nosi spodnie wełniane M37 oraz kurtkę M43. Na plecach widać wypełniony Haversack, u boku wisi torba amunicyjna GP Bag. Na pasie ładownice na magazynki do pistoletu maszynowego Thompson.

Amerykańscy piechurzy w styczniu 1945 roku.
Styczeń, 1945 r. Amerykańscy piechurzy podczas pobierania posiłku (fot. Signal Corps).

Zima zła. Amerykańscy piechurzy w styczniu 1945 roku podczas pobierania ciepłego posiłku. Widać mieszaninę mundurów i oporządzenia. Żołnierze noszą kurtki M43 i płaszcze wełniane. Ci szczęśliwcy mają na nogach śniegowce „overshoes” – ze względów na trudności z zaopatrzeniem towar deficytowy na początku bitwy w Ardenach.

Piechur amerykański w zniszczonej niemieckiej wiosce.
Piechur amerykański w zniszczonej niemieckiej wiosce (fot. Signal Corps).

Piechur amerykański w zniszczonej, niemieckiej wiosce – marzec 1945 r. Amerykanin nosi kurtkę M41 a na jego plecach widać plecak nowego modelu, wzorowany na jungelpack.

Niemcy, 1945 r. Piechota w walce o jedno z miast.
Niemcy, 1945 r. Piechota w walce o jedno z miast (fot. Signal Corps).

Niemcy, 1945 r. Piechota w walce o jedno z miast. Żołnierze, po zrzuceniu krepujących ruchy plecaków, oczyszczają budynki z wroga. Przy sobie zostawiają ładownice, bandoliery i torby po maskach p. gazowe, doskonałe do przenoszenia amunicji i granatów.

Komentarze (3):

  1. Jak pomyślę jak walczyli nasi dziadowie, to zupełnie inaczej spoglądam na współczesne umundurowanie WP. Nie twierdzę, że jest idealne, ale i tak świadczy o postępie. Niektórzy jeszcze pamiętają sorty mundurowe, rodem z Układu Warszawskiego (jeszcze nie tak dawno na wyposażeniu). Nie zmienia to faktu, że zawsze warto wdrażać rzeczy najnowocześniejsze i najbardziej przyjazne żołnierzowi liniowemu.

    Odpowiedz
  2. Nic nie ewoluuje tak szybko jak technika wojskowa zarówno ta przez duże T, jak też która towarzyszy żołnierzom na co dzień, a w tym wypadku sorty mundurowe. Pamiętając doskonale jak wyglądał mundur polowy powiedzmy 25 lat temu i porównując go z mundurami dzisiejszymi wypada jedynie być zadowolonym z jego metamorfozy, natomiast niezadowolenie może budzić fakt powolnego wdrażania nowych wzorów do wykorzystania przez żołnierzy liniowych.

    Odpowiedz
  3. Michał

    Potrzebujemy mundurów do noszenia a nie do magazynów.

    Odpowiedz

Dodaj komentarz:




*