Logo Ludzii Armii

Dzień Weterana, czyli „w czym mogę Panu pomóc…?”

Środa – 29 maja 2013 – przechadzam się po wrocławskim Rynku, przyglądając się ekspozycji sprzętu, jaką zorganizowało wojsko dla widzów i obserwatorów obchodów Dnia Weterana. Ekspozycja budzi spore zainteresowanie publiczności. W pewnym momencie podchodzi do mnie żołnierz w galowym mundurze z naszywkami Jednostki Wojskowej Komandosów w Lublińcu i zadaje pozornie błahe pytanie.

- Czy mogę panu w czymś pomóc?
- Dziękuję, rozglądam się – odpowiadam uprzejmie.
Jak zawsze w takich przypadkach sensowna refleksja przychodzi po niewczasie; bo jak to możliwe, aby żołnierz w dniu swojego święta pytał mnie o to, jak może mi pomóc? To chyba raczej ja powinienem zapytać choćby o zdrowie i samopoczucie, a już na pewno podziękować…

Przed oczyma mam wszystkich ludzi, spotkanych przed i w trakcie obchodów Dnia Weterana. Każda z tych osób robiła wszystko, aby pomóc, pokazać i wyjaśnić mi, na czym polega służba poza granicami kraju. Przypominam sobie rozmowy z Januszem i Leszkiem ze Stowarzyszenia Rannych i Poszkodowanych (to oni pokazali mi skalę problemu), Katarzyną, która z wielkim zaangażowaniem wspiera naszych weteranów. Przypominam sobie także rozmowy z żołnierzami w trakcie święta. Jeden z nich powiedział: „największą nagrodą dla mnie jest powrót do służby, mimo utraty ręki”. Kolejny wyjaśniał mi zawiłości procesu szkolenia, jeszcze inny bezinteresownie wspierał moje wysiłki przyswojenia sobie podstaw strzelectwa. Nikt mnie nie wygonił, nikt nie odmówił rozmowy, nikt nie odwrócił się plecami, kiedy zwracałem się z jakąkolwiek prośbą. Rozmowom sprzyjało nawet wyjście na papierosa (podziękowania dla tłumacza rannego w czasie I zmiany w Iraku).

Wartościami dodanymi były niewątpliwie atrakcje przygotowane przez organizacje wspierające. Polski Holding Obronny zadbał o strzelnicę i ekspozycję broni, która u każdego miłośnika militariów wzbudzała szybsze bicie serca. Ciekawym przeżyciem była nasza obecność przy podpisaniu umowy w sprawie opracowania nowego pojazdu gąsienicowego o wadze powyżej 25 t. między PHO a BAE Systems. Czuć było powiew innowacji. Kolejny raz zatem wypada podziękować za wkład pracy i środków oraz za bardzo płynną komunikację z działem prasowym PHO (zaznaczam, że wszystkie telefony były odbierane, a pracownicy PHO byli cały czas do dyspozycji mediów). Podziękowania należą się też żołnierzom Centrum Szkolenia Wojsk Inżynieryjnych i Chemicznych za zorganizowanie i przeprowadzenie zawodów strzeleckich dla 105 osób.

Weterani

Dzień Weterana to nie tylko celebrowanie, to także kampania informacyjna mająca zwrócić uwagę na problematykę udziału Polskich Żołnierzy w misjach, przybliżyć ich sylwetki oraz pokazać prawdziwy charakter tej trudnej służby. O komentarz poprosiliśmy rzecznika kampanii Dzień Weterana – Szacunek i Wsparcie oraz doradcę d.s. PR Polskiego Holdingu Obronnego, Pana Marcina Górkę.

————————————————————

Grzegorz Kokot: Jakie informację powinny trafić do tych ludzi, którzy z wojskiem mają niewiele wspólnego, a o naszych działaniach na misjach dowiadują się jedynie z mediów?

Marcin Górka: Weteran to nie tylko skojarzenia z żołnierzem walczącym w II Wojnie Światowej, to także szeroka grupa pracowników cywilnych, policjantów i żołnierzy. Szacuje się, że przez ostatnie 60 lat grupa ta urosła do ok. 100 tysięcy. O ludziach tych słyszymy przeważnie wtedy, kiedy wydarzy się jakaś tragedia lub sensacja medialna. Żołnierze na misjach nie tylko strzelają, choć bardzo często po powrocie zasypywani są pytaniami o ilość zabitych osób lub częstość kontaktów ogniowych. Kluczowym zadaniem uczestnika jest pomoc. Pomoc ma na celu umożliwienie powrotu do normalnego życia ludziom w kraju ogarniętym konfliktem. Istnieje cały szereg działań takich jak: programy pomocowe i programy odbudowy infrastruktury, w których biorą udział polscy żołnierze, a które nie mają charakteru zbrojnego. Nie o demokrację tu chodzi, ale o umożliwienie spokojnego życia ludziom zgodnie z ich tradycją kulturową. Celem kampanii jest uświadomienie ludziom, nazywającym żołnierzy najemnikami faktu, że ludzie ci jadą tam pomagać i robią to na polecenie polskiego rządu. Podkreślić należy fakt, że ludzie wyjeżdżający na misję zostawiają w Polsce swoje rodziny i wielką niesprawiedliwością jest, że również rodzinie przypina się „łatkę” rodziny najemnika.

G.K: Czy za błędną ocenę działań polskich żołnierzy na misjach może być odpowiedzialna polityka informacyjna MON, a czasami nawet jej brak? Mam wrażenie, że armia USA radzi sobie z tym trochę lepiej, o czym świadczą liczne publikacje pisane przez żołnierzy amerykańskich opisujące ich przeżycia na misjach.

M.G: Tu nie chodzi o politykę informacyjną. Amerykanie mają po prostu dłuższą tradycję w tym zakresie. Kształtowanie kultury informacyjnej rozpoczęło się w okresie wojny wietnamskiej i nieprzerwanie trwa do dziś, my natomiast dopiero zaczynamy. Nie bez znaczenia jest nasza mentalność polegająca na niechęci do poszukiwania prawdziwych informacji i koncentrowaniu uwagi na medialnej sensacji. Cały proces wymaga zatem tytanicznej pracy. Początki naszych działań także planowane były na „hura”, być może strona informacyjna nie została w pełni przygotowana. Cały czas uczymy się na własnych błędach. Potrzeba zatem czasu, aby wypracować skuteczną politykę informacyjną.

G.K: Misje zagraniczne trwają już od ponad 10 lat. Dlaczego tak późno zaczęliśmy mówić o weteranach?

M.G: Powodów jest kilka. Po pierwsze – wojsko nie odczuwało takiej potrzeby. Po drugie – nikt nie przypuszczał, że wokół misji wyrośnie tak duże środowisko weteranów.

G.K: Czy pojawienie się pozarządowych stowarzyszeń np. Stowarzyszenia Rannych i Poszkodowanych nie jest sygnałem dla MON, że coś się dzieje, że nie wszystko jest idealnie?

M.G: Tak. Bo to jest przykład ruchu oddolnego. Pamiętam pierwsze spotkania, na których kilka osób postanowiło zrobić Dzień Weterana. Zastanawialiśmy się wtedy jak to ma wyglądać. Czy ma to być złożenie wieńca pod pomnikiem, czy też raczej ma to być szersza kampania trafiająca do większej liczby naszych współobywateli? Postanowiliśmy zatem wyjść z tą informacją do ludzi, do miast i na ulice. Chcieliśmy pokazać, że jesteśmy, i że jest to wyraźny sygnał dla rządu i MON. Okazuje się, że MON zareagował dosyć szybko i jego udział w tym przedsięwzięciu jasno na to wskazuje.

G.K: Czy Dzień Weterana to tylko jednodniowe święto, czy też planowane są jakieś bardziej długofalowe i systematyczne działania?

M.G: Byłoby błędem, gdyby nasze działania miały tylko jednodniowy charakter. Są pomysły na systematyczne działania w zakresie wsparcia weteranów i rannych. Jesteśmy o krok od realizacji pomysłu przekazania rannym rowerów rehabilitacyjnych. Istnieją możliwości zorganizowania wypoczynku dla weteranów i ich rodzin znajdujących się w najtrudniejszej sytuacji, po to, aby zrekompensować tym ludziom miesiące rozłąki i niepewności. Mamy plany, aby w przyszłorocznej kampanii zaakcentować, że status weterana lub poszkodowanego nie wyłącza tych ludzi z normalnego, społecznego i zawodowego funkcjonowania. Ludzie ci z powodzeniem mogą pracować w wojsku i firmach zajmujących się przemysłem obronnym. Tacy ludzie to także ogromna baza wiedzy, która jest cenna dla każdej organizacji. Takie działania to także element procesu rehabilitacji.

G.K: Jak skomentuje Pan wkład Polskiego Holdingu Obronnego w organizację i realizację obchodów Dnia Weterana?

M.G: Zarząd PHO dość szybko uświadomił sobie, że odbiorcą końcowym każdego produktu jest żołnierz. Jest to niewyobrażalne, aby dystrybuować produkty naszej firmy nie zajmując się ich użytkownikami. Chcemy budować relację polegającą na zaufaniu i szeroko rozumianym wsparciu dla żołnierzy korzystających z naszych produktów.

G.K: Dziękuję za rozmowę.

————————————————————

Bilans

W mojej świadomości Dzień Weterana nie ma wiele wspólnego z wielką galą, odznaczeniami czy paradami wojskowymi. Te wydarzenia stwarzają natomiast unikalną płaszczyznę komunikacji. W czasie tych dwóch dni poznałem nietuzinkowych żołnierzy, którzy cały czas zaskakiwali mnie swoim humorem i dystansem do siebie i wojny. Miałem okazję wysłuchać wielu ciekawych, a czasami mrożących krew w żyłach opowieści. Przekonałem się czym jest bezinteresowność, otwartość i duma wynikająca z niesienia pomocy innym. Szacunku nie da się wymusić, szacunek nie jest wynikiem kampanii medialnych ani działań PR. Szacunek pojawia się w wyniku relacji interpersonalnych i otwartego na nowe doznania umysłu.

Jeżeli kiedykolwiek do któregokolwiek z Szanownych Czytelników podejdzie żołnierz i zapyta „w czym mogę pomóc” – nie dziwcie się – ONI tak mają. I w tym miejscu rodzi się relacja, także tu może zrodzić się wzajemny szacunek. To tylko kwestia umysłu…

Dodaj komentarz:




*