Logo Ludzii Armii

Być jak Specnaz, nosić zielony beret i naszywkę Rangers… – wcielenie. cz. II

Wojskowa Komenda Uzupełnień nie zadawała sobie trudu, aby poborowego wyposażyć w komplet informacji dotyczących przydziału. Szczątkowe dane tylko wzmagały dezorientację.

Tak więc rozczarowanie i niezrozumienie sytuacji dla niejednego poborowego było wielkie. Na karcie powołania bowiem widniał numer jednostki 4101 i miejsce stacjonowania Lubliniec. Niejednego cholera brała, kiedy z „biletem” w kieszeni zbliżał się do bramy koszar, a tam z daleka widać było żołnierza w stalowym mundurze wojsk lotniczych i dopiero na samym biurze przepustek okazywało się, że żołnierze w bordowych beretach też się tam kręcą.

Stopień utajnienia pododdziałów specjalnych był na tyle wysoki, że nawet osoby, które interesowały się wojskiem i wiedziały do jakiego celu zmierzają, nie przypuszczały, że oprócz „komandosów” z dywizji powietrznodesantowej, armia posiada jednostki specjalne.

1. Batalion Szturmowy „jednostka matka”, czy kolejny etap?

Pomijając lata II Wojny Światowej i dzieje funkcjonujących wtedy pododdziałów Wojska Polskiego zarówno na froncie wschodnim jak i zachodnim, stwierdzić należy, że w historii powojennej właśnie 1 Batalion Szturmowy może nosić miano „jednostki matki” wszystkich dzisiejszych komandosów (z wyjątkiem Formozy, której korzenie leżą w strukturach Marynarki Wojennej).

Droga do powstania batalionu pod jego nazwą ostateczną, wiodła krętymi korytarzami kolejnych przeformowywanych pododdziałów, rozpoczynając się 16 lipca 1951 roku formowaniem 5 Samodzielnego Plutonu Rozpoznawczego, a kończąc 8 maja 1964 roku przyjęciem oficjalnej nazwy – 1 Batalion Szturmowy.

Oczywiście w latach 80 – tych, krocząc rano sennymi ulicami Lublińca, nie mogłem o tym wiedzieć i dopóki nie zobaczyłem na biurze przepustek żołnierzy w mundurach wzoru us i bordowych beretach byłem pewien, że armia wystrychnęła mnie na dudka.

Autor
Autor

Trafiając do jednostki miało się dwie możliwości (oczywiście obie niezależne do poborowego):

  1. wcielenie bezpośrednio do jednego z jej pododdziałów, zaliczenie okresu unitarnego, oraz przydział do którejś z etatowych grup specjalnych lub pododdziałów zabezpieczenia,
  2. można też (i tak było w moim wypadku) trafić do szkoły młodszych specjalistów, przejść szkolenie unitarne, a następnie specjalistyczne, by po pięciu miesiącach zostać młodszym specjalistą i otrzymać przydział do grupy specjalnej. Istniała także możliwość skierowania do jednej z kompanii specjalnych na terenie kraju.

Z uwagi, na posiadanie wykształcenia o profilu elektronicznym zostałem wcielony do plutonu radiowego aby po przejściu szkolenia zostać zwiadowcą-radiotelegrafistą.

Czy rozwiały się wątpliwości?

Nie od razu, bo nie od razu dowiedzieliśmy się gdzie trafiliśmy. W trakcie wcielenia wszyscy posługiwali się nie nazwą jednostki, a jej numerem, tak więc byliśmy świadomi, że trafiliśmy do Jednostki Wojskowej 4101 i… to wszystko.

Przykładem jak utajnione było funkcjonowanie jednostki niech będzie cytat z książki Huberta Królikowskiego „1 Batalion Szturmowy”:

W okresie swojego istnienia 1 Batalion Szturmowy był okryty tajemnicą, jego żołnierzy nazywano spadochroniarzami lub zwiadowcami. Jawne opracowania zachodnie dotyczące wojsk Układu Warszawskiego też podawały niewiele informacji, które często były nieścisłe: 6PDPD posiada samodzielny batalion operacji specjalnych, nazywany wcześniej 4101 Batalion Spadochronowy, oddział ten jest wg pogłosek szkolony do prowadzenia rozpoznania w rejonach tyłowych i sabotażu, jest raczej podległy silom kontrwywiadu WSW niż normalnemu łańcuchowi dowodzenia armii. …Wojska te noszą odmianę odznaki 6PDPD, ale raczej na zielonym niż czerwonym tle.

Zatem skoro nawet zachodnie służby wywiadowcze nie mogły poradzić sobie z aurą tajemniczości tej jednostki, to skąd zwykły poborowy Kowalski miałby wiedzieć dokąd trafił? Nazwa batalionu padła dopiero drugiego dnia, w czasie zapoznania się z dowódcą i kadrą kompanii szkolnej. Wtedy też zapoznaliśmy się z historią jednostki i jej obecnym przeznaczeniem.

Jaka była reakcja?

Nie ma co ukrywać, nie byliśmy idiotami oderwanymi od rzeczywistości i każdy miał jakieś swoje domysły, rozmawialiśmy ze sobą, porównywaliśmy informacje. Trafił się chłopak mieszkający w niewielkiej odległości od Lublińca, od niego dowiedzieliśmy się, że mniej więcej od dwóch lat w okolicach zaczęli pojawiać się żołnierze w bordowych beretach, ale wzbudziło to jedynie zainteresowanie nimi, jako jednostką spadochronową.

Elewi (tytuł żołnierza kształcącego się w szkole podoficerskiej) wczoraj przekroczyliście mury 1 Batalionu Szturmowego jednostki specjalnej Wojska Polskiego, Waszym obowiązkiem jest ukończenie szkoły młodszych specjalistów z wynikami jak najlepszymi po to aby potem zasilić kompanie bojowe batalionu oraz pozostałe pododdziały działań specjalnych w kraju.

Tak mniej więcej brzmiały pierwsze słowa dowódcy kompanii, słowa, które nadały nowy wymiar naszemu patrzeniu na ludzi, których dotychczas nazywaliśmy komandosami.

Drugi dzień w jednostce nie był uciążliwy. Pobieraliśmy wyposażenie, zapoznawaliśmy się z rejonem jednostki oraz placami ćwiczeń, poznawaliśmy bezpośrednich przełożonych, czyli dowódców drużyn, bardziej szczegółowo dowiadywaliśmy się o przeznaczeniu batalionu. Chłonęliśmy te informacje, ale chyba nie było nikogo, kto nie zadałby sobie pytania: „czy podołam?” To miało okazać się już w pierwszym miesiącu szkolenia, czyli tzw. unitarce, po której należało złożyć przysięgę wojskową. Po unitarce nastąpił pierwszy odsiew osób, które nie podołały trudom szkolenia.

Przerwa w szkoleniu taktycznym - teren poza koszarami.
Przerwa w szkoleniu taktycznym – teren poza koszarami.
Szkolenie z walki wręcz - po kilku latach, co najmniej trzy osoby z tej fotografii zasiliły szeregi JW 2305.
Szkolenie z walki wręcz – po kilku latach, co najmniej trzy osoby z tej fotografii zasiliły szeregi JW 2305.

I co dalej?

Żołnierska proza. Spędzenie dnia szkoleniowego w koszarach graniczyło z cudem. Do obiadu czas wypełniały zajęcia taktyczne we wszelkich konfiguracjach, w trakcie których ważna była nie tylko sama taktyka, ale wplecione w nią zajęcia inż.-sap., terenoznawstwo, opchem, wf czy łączność. Wszystko to w wersji dla piechoty, bo podstawy na unitarce wszędzie były te same, potem obiad, chwila odpoczynku i marsz na plac apelowy. Popołudnia poświęcone były na musztrę, regulaminy oraz obowiązkowe i „bardzo ważne” w tym czasie szkolenie polityczne.

Z uwagi na powszechny wtedy brak dostępu do Internetu pisaliśmy listy do domu, ale jak tu pisać listy przy braku czasu? Zgodnie z powiedzeniem „masz łeb i ch…j, to kombinuj”

Wszystko zależało od pomysłowości i żołnierskiego sprytu. Fakt, że w wielu sytuacjach byliśmy zdani tylko na siebie powodował, że znajomości zawarte w tamtym okresie przetrwały do dziś.

Komentarze (1):

  1. 1987-1989 super goście = elita

    Odpowiedz

Dodaj komentarz:




*