Logo Ludzii Armii

Bez licencji na nieśmiertelność

Niezależnie od zadania, miejsca i okoliczności, jedynym pewnikiem, który żołnierz musi i powinien brać pod uwagę jest możliwość odniesienia ran, kontuzji bądź śmierci własnej lub kolegów. Zdarzenia niekoniecznie muszą być związane z bezpośrednim udziałem w walce albo oddziaływaniem przeciwnika, jednak ich następstwa muszą być traktowane jako efekt, który obniża zdolność pododdziału do wykonywania zadań.

Jak długa jest historia konfliktów zbrojnych, tak długi jest rozwój cywilizacyjny, a w odniesieniu do wojskowości, rozwój technik unicestwiania. W parze z nim kroczą zasady i techniki udzielania pomocy poszkodowanym w walce zarówno własnym jak też żołnierzom przeciwnika.

Wspominając początki własnej służby wojskowej, pamiętam jak rygorystycznie wpajana była nam konieczność posiadania opatrunku osobistego we własnym wyposażeniu, wtedy nie było osobistych apteczek czy pakietów medycznych, a bandaż był receptą na wszelkie kontuzje. Nie ujmując niczego temu jakże przydatnemu elementowi wojskowego wyposażenia, w dzisiejszych realiach wydaje się on co najmniej niewystarczający, tak samo z resztą jak szczątkowa wiedza z zakresu udzielania pomocy przedmedycznej.

rys. 1 Improwizowane unieruchomienie kończyny.
rys. 1 Improwizowane unieruchomienie kończyny.

Obecność wykwalifikowanego ratownika medycznego nie jest już niczym nowym w pododdziałach bojowych, a posiadana przez nich wiedza i umiejętności nierzadko ratują zdrowie i życie pozostałym kolegom w mundurach. Profesjonalne ratownictwo medyczne dopiero od niedawna obecne jest zarówno po wojskowej, jak też po cywilnej stronie życia, jego rozwój zarówno sprzętowy jak też osobowy powodują, że z coraz większym zaufaniem i mniejszym strachem wykonujemy zadania na misjach, bierzemy udział w ruchu drogowym, pomagamy ofiarom zdarzeń losowych. Jednym słowem, mając zaplecze i wiedzę, czujemy się bezpieczniejsi.

Obserwując z pewnej perspektywy rozwój działań pro obronnych po stronie organizacji cywilnych można się pokusić o stwierdzenie, że ile szkół, tyle technik i tyle w różny sposób przekazanej wiedzy, a wszystko zależy od osób ją przekazujących. Koncentrując się na typowym militarnym zastosowaniu ratownictwa medycznego, które niejako wynika z prowadzonej działalności, wpadłem na pomysł zorganizowania szkolenia na poziomie podstawowym dla członków grup pro obronnych.

rys. 2 Szkolenie z zakresu ratownictwa medycznego.
Rys. 2 Szkolenie z zakresu ratownictwa medycznego.

Szkolenie to, prowadzone przy wsparciu ratowników medycznych wydzielonych z 17 Wielkopolskiej Brygady Zmechanizowanej, ma na celu uświadomienie jego uczestnikom, że istnieją zasady i procedury pomocy żołnierzom na polu walki, a pomoc taka nie jest niczym przypadkowym. Drugim niejako równorzędnym celem jest nauka podstawowych zasad udzielania pomocy przedmedycznej, ewakuacji z rejonu walki oraz właściwego wezwania i przyjęcia pomocy w MEDEVAC.

Obecnie funkcjonuje wiele ambitnych i profesjonalnie prowadzonych grup pro obronnych, których celem jest nauka działania w warunkach zbliżonych do działania prawdziwych żołnierzy. Ludzie ci, często wykonujący przeróżne zawody w cywilu, zbierają się na weekendowych szkoleniach po to, aby wcielić się (z rożnych czasem sobie tylko znanych powodów) w „żołnierzy” i zgłębiać tajniki wojskowego rzemiosła.

Potencjał tych ludzi daje przekonanie, że godziny szkolenia nie zostaną zmarnowane, a wyniesiona wiedza zaprocentuje umiejętnościami, które w życiu mogą się przydać nie tylko na polu walki, bo świadomość, że nie ma licencji na nieśmiertelność, powinna towarzyszyć nam wszędzie gdzie jesteśmy.

P.S. od Ludzi Armii

Zmieniające się realia na współczesnym polu walki spowodowały wiele zmian w zakresie procedur i technik ratowania życia podczas działań bojowych. Nieustanne szkolenie i doskonalenie tych umiejętności stało się nie tyle wymogiem, ale i koniecznością. W Wojsku Polskim, w ciągu ostatnich lat, obserwujemy wiele pozytywnych zmian w zakresie ratownictwa medycznego, co nie zmienia faktu, że podstawowa wiedza szeregowego żołnierza dalej pozostawia sporo do życzenia. Każde działanie, mające na celu edukację z zakresu pomocy przedmedycznej, wydatnie zwiększa szansę przetrwania na polu walki po odniesieniu ciężkich obrażeń.

Zainteresowanych odsyłamy do artykułu p.t. „Rzecz o wojskowych ratownikach medycznych”, zamieszczonego na stronie 17 WBZ. Każdy, kto chciałby się zmierzyć z wyzwaniem, jakie niesie za sobą bycie ratownikiem medycznym, ma szansę rozpocząć pracę w strukturach wojska, gdyż jak się okazuje, apetyt armii na medyków stale wzrasta. Wszystkim zainteresowanym życzymy powodzenia w tej niełatwej i wymagającej pracy.

Ludzie Armii

Zdjęcia pochodzą z archiwum SGO Gdańsk oraz ze zbiorów własnych autora.

Dodaj komentarz:




*