Logo Ludzii Armii

sierżant sztabowy Jacek Klimanek (Recon)

Jacek Klimanek

Urodziłem się 5-go stycznia 1968 roku w Rudzie Śląskiej, w rodzinie nieposiadającej tradycji wojskowych, choć za sprawą mojego ojca – strażaka - mundur był obecny w mojej rodzinie. Służbę wojskową rozpocząłem, jako elew w szkole młodszych specjalistów 1-go Batalionu Szturmowego w Lublińcu skąd po jej ukończeniu zostałem skierowany do służby w jednej z kompanii specjalnych, gdzie zajmowałem stanowisko radiotelegrafisty i starszego radiotelegrafisty.

W zasadzie wszelkie moje działania zawsze skierowane były w stronę służby w pododdziałach specjalnych (wówczas nie używało się określenia Siły Specjalne). Brałem udział w zawodach pododdziałów specjalnych na szczeblach okręgowych oraz armijnych. Zawodową służbę wojskową rozpocząłem na stanowisku dowódcy drużyny radiowej w plutonie łączności, jednocześnie nieetatowo pełniąc obowiązki instruktora łączności w kompanii specjalnej. Połączenie tych funkcji dawało wówczas o wiele lepsze efekty szkoleniowe na poziomie organizacji łączności w pododdziałach specjalnych.

Po rozwiązaniu pododdziałów specjalnych na przełomie lat 1993/94 otrzymałem stanowisko dowódcy wozu dowodzenia. Wszystkie lata służby, aż do roku 2001, tj. rozwiązania batalionu rozpoznawczego, moje obowiązki związane były z łącznością i równoczesnym samodoskonaleniem w kierunku rozpoznania. Dobrym doświadczeniem w służbie był udział w międzynarodowym ćwiczeniu „Dwa Orły”, które było pierwszym wspólnym ćwiczeniem z żołnierzami armii USA. Brałem również udział w szkoleniu strzelców oraz dowódców drużyn dla pierwszych dwóch zmian kontyngentu wysyłanego na Bałkany. W trakcie służby szkoliłem również dowódców drużyn rozpoznawczych na kursach organizowanych w macierzystej jednostce, a po jej rozwiązaniu służyłem w pododdziale szkolnym 17WBZ szkolącym specjalistów rozpoznania na potrzeby Wojsk Lądowych. Kilkukrotna zmiana stanowisk owocowała nowymi umiejętnościami i doświadczeniem, które z czasem zawsze przynosiło wymierny efekt, jednocześnie wykorzystywałem okazje do samodoskonalenia i „bycia na czasie” w dziedzinach związanych z rozpoznaniem specjalnym.

W trakcie służby wykorzystałem okazję do podwyższenia znajomości języka angielskiego do poziomu drugiego. Okazją do sprawdzenia wiedzy i doświadczenia był udział w drugiej zmianie PKW w Republice Iraku gdzie oprócz zadań związanych ze swoim stanowiskiem brałem udział w patrolach, konwojach oraz działaniach rozpoznawczych.

Doświadczenie bojowe okazało się przydatne w późniejszej służbie, a także przedsięwzięciach, które podejmuję będąc już poza armią. Obecnie staram się aktywnie realizować własne plany dotyczące współpracy pomiędzy cywilnymi organizacjami proobronnymi, a służbami mundurowymi. Niepokoi mnie całkowity brak działań państwa na rzecz posiadania sprawnej i wyszkolonej obrony terytorialnej.

Być jak Specnaz, nosić zielony beret i naszywkę Rangers…- cz.V. Pierwsze zadanie.

Cicha pobudka naszej grupy w środku nocy, rzut oka na zegarek – jest trzecia. Mieszkamy w jednym namiocie, więc nie ma obawy, że zbudzimy kogoś jeszcze. Na wyczucie i bez zapalania światła ścielimy łóżka, po piętnastu minutach stoimy przed magazynem broni, gdzie zawinięty w koc podoficer wydaje nam nasze RPG. Każdy z nas dodatkowo zabiera to, co przysługuje mu na zajmowanym stanowisku – my z Adim jak zawsze radiostacje, minerzy miny i atrapy ładunków wybuchowych, zwiadowcy środki pozoracji, peryskopy, lornetki itp.

Dowódca dużą wagę przykłada do poprawnego założenia oporządzenia i ma rację, bo nic tak nie wkurza podczas zadania jak dyndająca saperka czy odpinające się od zasobnika OP-1. Wychodzimy z obozowiska o 1.15. Obieramy kierunek na strzelnicę artyleryjską, gdzie baterie 2S1 (Goździk) przygotowują się do odbywania strzelań. W tej chwili powinny trwać tam prace inżynieryjno-saperskie i wykonywanie stanowisk ogniowych.

Być jak Specnaz, nosić zielony beret i naszywkę Rangers…- cz.IV. Fala, koledzy i szkolenie fizyczne.

To już kolejna część wspomnień Recona z czasów, kiedy służył w Lublińcu. W tym artykule garść wspomnień o fali, budowaniu relacji i szkoleniu fizycznym. Po przejściu selekcji, szkolenia unitarnego i zaprzysiężenia – czas na kolejną odsłonę żołnierskiego trudu. Oddajmy zatem głos Reconowi.

Koledzy

Wiele razy spotkałem się ze stwierdzeniem, że „w wojsku nie ma kolegów, są tylko znajome twarze”. Nic bardziej mylnego.

Być jak Specnaz, nosić zielony beret i naszywkę Rangers…- cz.III. Szkolenie spadochronowe.

Szkolenie unitarne już za nami. Powoli zaczynamy czuć się jak żołnierze z prawdziwego zdarzenia. Cały czas żyjemy nadzieją, że czekają nas nowe i ciekawsze wyzwania. Jeszcze tylko przysięga i…no właśnie. Co dalej?

Co zmieniło się po przysiędze?

Wcielenie do jednostki wiosną miało swoje dobre strony, jedną z nich niewątpliwie było uczestnictwo w czerwcowym zgrupowaniu spadochronowym. Przysięga odbyła się w pierwszym tygodniu czerwca, a już w jego połowie jechaliśmy na lotnisko w Oleśnicy, aby tam po trzytygodniowym zgrupowaniu wykonać pełna normę skoków i zdobyć upragnioną „gapę” czyli odznakę skoczka spadochronowego wojsk powietrznodesantowych. Jednak te trzy tygodnie nie były sielanką, a szkolenie pomimo, że prowadzone pod kątem spadochronowym zawierało również pozostałe elementy.Niezmiennie zaliczaliśmy zajęcia ze wszystkich obowiązujących zagadnień. Ten etap szkolenia był szkoleniem specjalisty i przebiegał z naciskiem na przydzielone specjalności. Jako radiotelegrafiści zasuwaliśmy nie tylko z wyposażeniem przydziałowym, ale dodatkowo każdy z radiostacją R-354 lub R-394.

Być jak Specnaz, nosić zielony beret i naszywkę Rangers… – wcielenie. cz. II

Wojskowa Komenda Uzupełnień nie zadawała sobie trudu, aby poborowego wyposażyć w komplet informacji dotyczących przydziału. Szczątkowe dane tylko wzmagały dezorientację.

Tak więc rozczarowanie i niezrozumienie sytuacji dla niejednego poborowego było wielkie. Na karcie powołania bowiem widniał numer jednostki 4101 i miejsce stacjonowania Lubliniec. Niejednego cholera brała, kiedy z „biletem” w kieszeni zbliżał się do bramy koszar, a tam z daleka widać było żołnierza w stalowym mundurze wojsk lotniczych i dopiero na samym biurze przepustek okazywało się, że żołnierze w bordowych beretach też się tam kręcą.

Red Fight – relacja z ćwiczeń

Dnia 25 marca 2013 roku w godzinach 09.00 – 14.00 na strzelnicy „Nietoperek” pod Międzyrzeczem, odbyło się szkolenie medyczno-taktyczne pt. „Red Fight”, dedykowane dla organizacji i grup pro obronnych działających na terenie kraju. Pomysł i organizacja należała do oddziału SGO REC, działającego pod skrzydłami Międzyrzeckiej LOK.

Wsparcia, zarówno merytorycznego, jak też technicznego udzieliła jak zawsze gotowa do współpracy 17 Wielkopolska Brygada Zmechanizowana, której ratownicy medyczni uczestniczyli w szkoleniu jako instruktorzy, a sama jednostka do jego przeprowadzenia wydzieliła tak duży obiekt.