Logo Ludzii Armii

Afganistan. Dotknąłem wojny

Współczesny reportaż, relacja i powieść w jednym. Historia prawdziwa i poruszająca jak sama wojna. Piotr Langenfeld, dziennikarz i publicysta, przebywał dwukrotnie w Afganistanie w charakterze korespondenta wojennego, przydzielony do 10 Dywizji Górskiej oraz 25 Dywizji Piechoty. Jako jeden z nielicznych Polaków przemierzał z żołnierzami US Army bezdroża prowincji Chost i Logar.

Nie zwiedzał wyłącznie bezpiecznych baz, wręcz przeciwnie. Brał udział w patrolach i konwojach, przeżył kilka potyczek z talibami, rozmawiał z prostymi żołnierzami, a także z wyższymi oficerami dowodzącymi bazami. Spotkał tu zwyczajnych ludzi, którzy walczą o przetrwanie, i prawdziwych bohaterów niełatwej afgańskiej codzienności. Był świadkiem przejmujących scen w ogarniętym wojną kraju. Próbuje zrozumieć Afganistan.

O swoim przeżyciach i wrażeniach opowiada w niniejszej książce, pełnej akcji, często humoru, ale i refleksji, z której wyłania się prawdziwe oblicze wojny.

————————————————————————

W końcu mamy pozwolenie na wyjazd i ruszamy w stronę bramy. Jadą cztery MRAPy i dwa pickupy. Ruszyliśmy w innym kierunki niż ostatnio. Pozostawiamy góry i jeżdżamy w dolinę drogą jaka prowadzi z COP-u do Tani. Gołym okiem widać, że coś zeszłego dnia było nie w porządku. Patrol zjechał z drogi po zaledwie kilkuset metrach i wjechał na kamieniste wzgórza. MRAP-m zaczęło trząść jak na kolejce górskiej w wesołym miasteczku. Jechaliśmy z góry dość szybko a kierowcy próbowali objeżdżać największe głazy i szczeliny. Co kilkaset metrów zdarzał się rów lub wyschnięty strumień czy murek. Potężny MRAP o dużym prześwicie bez większych trudności pokonywał te przeszkody ,kołami równając ziemie dla kolejnych wozów. Pogoda była piękna, nie było chmur. Nasza kolumna przypominała obrazki z Afryki, gdzie podczas safari terenowe auta przemierzają bezdroża, wzbijając w górę tumany kurzu. Lecz to nie była Afryka a Afganistan. Jechaliśmy wzdłuż drogi, na której czasami pojawiał się jakiś samochód osobowy albo niewielka furgonetka. Zostawialiśmy dwa ślady kół na szaro-brązowej ziemi łagodnie opadającego wzgórza. Wysokie góry oddalały się coraz szybciej.

Patrol zwolnił raptownie i zatrzymał się. Pierwszy wóz skręcił w stronę drogi przejechał przez rów obok małej, ubogiej stacji benzynowej i wjechał na utwardzoną szutrową szosę. Poczekaliśmy na pozostałych, a gdy i oni znaleźli się na drodze kolumna szybko ruszyła w stronę Tani. Tu w dolinie było więcej trawy, drzew, pasących się krów i zielonego o tej porze roku zboża na niewielkich ogrodzonych glinianymi murkami polach. Domów było niewiele, stacja benzynowa którą mijaliśmy stała niemal pośrodku otwartego pola, a składała się z budki zbudowanej z glinianych cegieł i jednego dystrybutora.

Podróż po wyboistych polach była przynajmniej ciekawa. Teraz w miarę równa droga i obrazy za oknem sprawiły, że razem z kolegą zaczęliśmy robić się senni. Tak przez jakieś piętnaście minut nasze pojazdy toczyły się do celu, zwalniając tylko we wsiach. Minęliśmy kolejną osadę, która niczym specjalnym się nie wyróżniała. Kilka domów otoczonych murem i nic więcej. Gdy pojazdy minęły ostatnie zabudowania, nasz MRAP ostro zahamował.

Skrzynki z amunicją podskoczyły by zaraz spaść z hałasem na metalową podłogę. Amerykanin, który siedział naprzeciwko mnie zaczął rozglądać się nerwowo po okolicy i dopytywać przez interkom – What the fuck?! Na drodze stał stary pasterz o siwej brodzie i machał w naszym kierunku chudymi rękami. Taża Li, który jechał w pierwszym pickupie wyskoczył z auta prawie że w biegu. Jego ludzie ruszyli za nim, odbezpieczyli broń. Policjant podbiegł do staruszka, przywitał się z nim i zaczęli o czymś gorączkowo rozmawiać. Starzec wskazał kijem coś na drodze, a Taża uniósł w stronę dowódcy pierwszego MRAP-a zaciśnięta pięść, która oznaczała sygnał stój. Stało się jasne co się dzieje. W radiu usłyszałem – MamyIED sto metrów przed pierwszym wozem. Amerykanin siedzący obok mnie uśmiechnął się nerwowo – Mój drugi – powiedział.

————————————————————————

Piotr Langenfeld – współpracował z pismami Militaria XX Wieku, Armia, Broń i Amunicja, a także z portalem Wirtualna Polska. Dwukrotnie z US ARMY przebywał w Afganistanie jako korespondent wojenny przydzielony do 25 Dywizji Piechoty i 10 Dywizji Górskiej w prowincjach Chost i Logar. Fan historii, armii USA oraz rekonstruktor historyczny.

Dodaj komentarz:




*