Logo Ludzii Armii

Karabinek Beryl i jego modernizacje

Od blisko sześćdziesięciu lat indywidualne uzbrojenie żołnierza polskiego stanowi karabinek oparty o radziecki system konstrukcji Kałasznikowa. Początkowo były to modele stricte wschodnie, powstające na licencji w radomskich zakładach, następnie krótko użytkowany karabinek Tantal (amunicja 5,45×39 mm wz.1974) by ostatecznie w drugiej połowie lat dziewięćdziesiątych ubiegłego wieku przybrać postać Beryla – wszystko wskazuje na to, że ostatniej konstrukcji opartej o filozofię karabinka AK znajdującej się w uzbrojeniu Wojska Polskiego.

berylfulwypas

Niniejszy tekst ma przybliżyć Czytelnikowi kulisy jego powstania, charakterystykę wersji bazowej oraz jej późniejszych modyfikacji. Jednak historia Beryla wcale nie musi się zakończyć w najbliższych latach. Beryl ciągle kupowany jest przez rodzimy resort obrony, a liczba już używanych egzemplarzy (około 40 tysięcy) stanowi silną przesłankę do wdrożenia kolejnych modyfikacji.

Chiński niewypał – od szkolenia do dezaktywacji

Afganistan, FOB Warrior

Atak rakietowy to zawsze duże zagrożenie, mimo iż rakiety wystrzeliwane są z improwizowanych wyrzutni, to zdarza się, że precyzyjnie rażą wyznaczone cele. Ta rakieta trafiła w cel, jakim była baza oraz narobiła sporego zamieszania.

Archiwum-ZR-(1)

Tym razem terroryści podeszli blisko, bardzo blisko. Atak nastąpił z odległości ok. 2-3 km., przy użyciu chińskiej rakiety kal. 107 mm. Wyobraźmy sobie, że widzimy zbliżająca się rakietę, która z dużym prawdopodobieństwem uderzy w rejon, w którym aktualnie przebywamy. Wyobraźmy sobie również, że rakieta łagodnym łukiem opada na teren bazy, odbija się od gruntu, a następnie uderza w blok HESCO, który u podstawy ma 2 m. szerokości. Każdy, ale to absolutnie każdy ze świadków spodziewał się spektakularnej eksplozji. Czas stanął w miejscu. Wbrew wszelkim oczekiwaniom rakieta przebiła się przez kruszywo i piasek, jakim wypełnione są bloki HESCO i nie eksplodując zakończyła swój lot około kilometra dalej.

Pan zdał i pan też…

Czasami wojsko potrafi zaskoczyć. Oto notka prasowa otrzymana od służb prasowych CSWiCh we Wrocławiu. Tekst pani kpt. Ewy Nowickiej–Szlufik cytujemy w całości, a nasz reportaż z tego nietypowego wydarzenia przeczytacie poniżej.
————————————————————
Na obiektach wrocławskiego Centrum trwa intensywne szkolenie operatorów kutrów oraz pływających transporterów gąsienicowych. W szkoleniu bierze udział nietypowy słuchacz. Tym nietypowym słuchaczem jest pracownik Instytutu Geofizyki Polskiej Akademii Nauk (PAN), pan Tomasz Jankowski, który już 28. czerwca wypływa statkiem „Horyzont” do Polskiej Stacji Polarnej w Hornsund na Spitsbergenie.

tor_przeszkod_2

Historia Polskiej Stacji Polarnej sięga roku 1957. Od roku 1978 pracują tam całoroczne ekspedycje organizowane przez Zakład Badań Polarnych Instytutu Geofizyki PAN. Wykonywane są w niej całoroczne badania z zakresu geofizyki i środowiska polarnego. Jest to najdalej na północ wysunięta całoroczna polska placówka naukowa.

Komandosi w akcji – kulisy przygotowań do I-szej zmiany w Iraku

Rozmowa z Jackiem ps. „Jaco”, byłym żołnierzem Jednostki Wojskowej Komandosów z Lublińca, to pilotażowy materiał z cyklu „Pole walki”. Ta krótka historia pokazuje nasz udział w misjach trochę z innej strony. Jacek w swej opowieści nie ucieka od trudnych problemów ani nie wybiela struktur Polskiej Armii. Rzeczywistość jest prawdziwa i namacalna. Były komandos cofa się pamięcią do pierwszej zmiany w Iraku, opisując problemy i niedostatki z jakimi borykali się nasi żołnierze. Jest tu miejsce na gorzką refleksję, emocje, ale pojawia się też nutka optymizmu. Mamy nadzieję, że dzięki uprzejmości Stowarzyszenia Żołnierzy Wojsk Specjalnych „Grupa Raptor”, nasz cykl artykułów będzie się rozwijał.
————————————————————
Grzegorz Kokot: Wiadomo już, że Polskie Siły Zbrojne wezmą udział w misji irackiej. Trwają przygotowania do wylotu na pierwszą zmianę. Jak wyglądały przygotowania, co działo się po otrzymaniu rozkazu?

Jaco: To proste. Pada rozkaz i go wykonujemy. Nie ma tu miejsca na zastanawianie się. Zawsze w takich sytuacjach zaczynamy od analizy sytuacji, po to aby ustalić nasze położenie, to co nam zagraża i jak możemy najskuteczniej wykonać przydzielone nam zadania. Siłą rzeczy pojawia się temat wyposażenia i jego doboru, który mógłby nam zagwarantować optymalne działanie. Zasada jest prosta – im więcej, tym lepiej. Niestety, decyzje przechodziły przez różne szczeble dowodzenia, co nie sprzyjało płynnej komunikacji. Pamiętać należy, że w owym czasie cała nasza armia skupiła swój wysiłek na przygotowaniu kontyngentu do wyjazdu opierając się na dostępnych nam wówczas informacjach o polu walki. Niestety, ostatni raz byliśmy zaangażowani w poważny konflikt zbrojny w czasie II Wojny Światowej. Co ciekawe – jechaliśmy tam w przekonaniu, że wyjeżdżamy na misję stabilizacyjną (takie było oficjalne stanowisko), tajemnicą poliszynela pozostawało, że jest to jednak wojna.

Pistolet Wist

Czego by nie napisać o pistolecie Wist, bez żadnego ryzyka można na pewno jedno: broń kontrowersyjna, przynajmniej w świadomości opinii publicznej. Jak to się stało, że Wojskowy Instytut Techniczny Uzbrojenia (Zielonka) pozostawił na pokonanym polu w konkursie na nowy pistolet wojskowy dla Wojska Polskiego krajowego potentata, radomski ZM Łucznik i jego MAG-a 95? Spróbujmy przybliżyć pistolet wojskowy wz. 94.

Koniec Układu Warszawskiego zastał Wojsko Polskie z dwoma podstawowymi pistoletami krajowej produkcji: P-64 Czak i P-83 Wanad. Oba na słabą amunicję 9×18 mm Makarow. Pistolety znacznie odbiegały od ich zachodnich odpowiedników, przede wszystkim niewielką pojemnością magazynka (6 nabojów w Czak-u) czy brakiem mechanizmów spustowych podwójnego działania (szybsze oddawanie strzałów). Oczekiwanie na decyzję strategiczną o przejściu na amunicję NATO-wską, czyli 9×19 mm Parabellum (która faktycznie została podjęta w 1996 roku) pociągnęło za sobą opracowanie założeń taktyczno-technicznych na nowy pistolet wojskowy. Obejmowały one następujące parametry nowej broni: maksymalną masę do 800 gram, minimum 15-nabojowy magazynek, wyraźne zewnętrzne przyrządy celownicze, wewnętrzną blokadę iglicy czy wskaźnik załadowania naboju w komorze oraz, co oczywiste chyba w każdej armii, niskie koszty produkcji. W marcu 1992 roku ZTT przedstawiono przedstawicielom kilku instytucji.